Nasze bociany nie kazały nam w tym roku długo na siebie czekać! Prawdę mówiąc, już trochę się za nimi stęskniliśmy, dlatego wszyscy ucieszyliśmy się, że pierwszy z nich pojawił się wcześniej niż w latach ubiegłych, bo już 24 marca. Z kronikarskiego obowiązku spieszę dodać, że w 2013 roku był to 25 kwietnia, w 2014 – 30 marca, w 2015 – 9 kwietnia, w 2016 – 2 kwietnia, a w 2017 r – 3 kwietnia. To zestawienie dat pozwala nam mieć nadzieję, ze boćki również tęsknią za nami i za swoim domem, czyli ulubionym gniazdem usytuowanym na rosnącej na boisku lipie. Tuż po naszym powrocie z przerwy świątecznej, głośnym, wesołym klekotaniem powitał nas drugi bociek. Ich zachowanie, pewność z jaką się poruszają i swoboda w zachowaniu pozwalają na przypuszczenie, że cały czas jest to ta sama para.
Teraz wszystko przebiega zgodnie z ustalonym rytmem. Od ponad dwóch tygodni w gnieździe zawsze siedzi jeden z bocianów, a to nieuchronny znak, że pojawiły się już jaja, które przez około 33 dni od złożenia pierwszego z nich, będą wysiadywane na zmianę przez samca i samicę. A potem będziemy próbowali dostrzec główki wyklutych piskląt. W ubiegłym roku wychowała się trójka młodych. Może w końcu doczekamy się rekordu? Na razie pogoda sprzyja, jest ciepło, w miarę deszczowo, a więc pobliskie okolice zasobne są w bociani pokarm. Mamy nadzieję, że za cztery miesiące odleci do Afryki liczne, zdrowe, silne bocianie rodzeństwo.
Naturalne, że te duże, piękne ptaki, które w dodatku możemy obserwować z bliska, cały czas wzbudzają spore zainteresowanie. To wielka frajda dla nas wszystkich patrzeć, gdy żerują w sąsiedztwie szkolnego boiska lub przelatują nad naszymi głowami, lecąc na pobliskie pola i łąki. Przecież bocian to w naszym kraju symbol wiosny i szczęścia dla domu. W naszym przypadku jest to dodatkowe szczęście, ponieważ od kilku lat mamy „swoje” bociany, które polubiły nas z wzajemnością.







